Z cyklu: „Z życia rekrutera” – O podróżach oceanicznych, czyli „A co ty właściwie wiesz o pisaniu CV?”

„A co ty właściwie wiesz o pisaniu CV?”

…właściwie to chyba nic.

Dziękuję za uwagę. Koniec rozważań 😊

Pozwólcie jednak, że opowiem Wam pewną historię, która poprze mą jakże odważną tezę.

Tomasz (imię zmienione na potrzeby historii) zakończył współpracę z kolejnym pracodawcą, zastanawiając się co jest z nim „nie tak”. Jest przecież dobrym handlowcem, lubi pracę z ludźmi, realizuje plany. Czy to on źle dobiera oferty, czy to może pracodawcy widzą w nim kogoś, kim nie jest.

No nic, trzeba wziąć się w garść i rozejrzeć za nową pracą. Ale gdzie? Na słupie ogłoszeniowym za rogiem? W domu przed komputerem, w Internecie na portalach branżowych, popijając przy tym zasłużone piwo (każdemu się od czasu do czasu należy – bądźmy szczerzy), odwiedzając potencjalnych pracodawców, robiąc show sprzedażowe?  Może wrzucić post na Facebooku z informacją, że znów jest dostępny na rynku? Dróg do celu wiele, a i pewnie znalazłby nowe. Grunt by nie pogubić się w tej plątaninie dróg, wiaduktów i skrzyżowań i trafić do upragnionej tabliczki „nowa praca”.

Do zadania podszedł profesjonalnie.

Ustalił sobie cel, że w ciągu najbliższego kwartału znajdzie pracę, która będzie mu w pełni odpowiadać pod kątem pracodawcy, obowiązków, kultury organizacyjnej, wynagrodzenia i benefitów pozapłacowych. Określił branże, zakresy stanowisk i akceptowalną lokalizację.

Ahoj przygodo!

Część 1 – moje piękne i jakże do bólu poprawne CV

Życiorys napisany, profesjonalne zdjęcie wklejone, obowiązki wytłuszczone, nic tylko kupować kandydata jak góry pączków w tłusty czwartek (wiecie, że najdroższe pączki w tym dniu kosztowały podobno nawet około 10 PLN za sztukę? Tak, właśnie tyle kosztowały).

Po wykonaniu pracy pojawiła się jednak wątpliwość. Może jednak moje CV nie jest tak profesjonalne, jak być powinno. Może trzeba by je zmienić, poprawić, ulepszyć?

„Co robić?” pomyślał w panice, którą szczęśliwie szybko opanował, widząc kątem oka na uruchomionym komputerze tęczowy napis „google”.

„ufff” odetchnął  i zabrał się za poszukiwania frazy „profesjonalne cv”.

Lawina wzorów, ofert, kolorów, grafów uderzyła go szybciej niż jabłko spadające na głowę Newtona pośrednio przyczyniając się do sformułowania prawa powszechnego ciążenia (choć niektóre źródła podają, że Newton nie został przez jabłko znokautowany, a jedynie widział ten proces, spoglądając łagodnie na jabłonkę). Która z tych opcji jest bardziej profesjonalna od innych? Czy warto zapłacić za możliwość skorzystania z kreatora? Zamiast uzyskać odpowiedzi mnożyły się tylko pytania. Nie tak to miało wyglądać…

Potrzeba jest matką wynalazku, jak mówi stare przysłowie, stąd też Tomasz postanowił poprosić o pomoc osobę (jego zdaniem) kompetentną w kwestii zagadnienia czytania i analizy CV i śpiesznym (wirtualnym) krokiem udał się do swojego komunikatora, by poprosić o radę.

„Popraw mi proszę moje CV. Przesyłam w załączeniu” wysłał wiadomość, oczekując na zbawienną moc sprawczą swego powiernika.

Status: odczytano.

Oho no to teraz będzie już łatwo jak zjazd z górki na sankach (pamiętał tę radość, gdy ślizgał się z kolegami, budując ze śniegu małe skocznie, które potęgowały efekt zjazdów sankowych nawet kilkukrotnie).

Status: nowa wiadomość.

„Cześć Tomku, chętnie Ci pomogę. Napisz mi tylko, proszę, jakie oferty pracy Cię zainteresowały i co konkretnie chcesz robić, gdyż z Twojego CV to zupełnie nie wynika”.

Jak to? Miał uzyskać odpowiedź, poprawiony dokument a tu kolejne niewygodne i przy okazji jakże trudne pytania. Wydawało mu się przecież, że zaczynamy od pisania CV, a dopiero później szukamy pracy, a tu ktoś mu wywraca punkt widzenia i kolejność działań … też mi pomoc!

Zagryzł w bólu zęby i zabrał się do pracy, analizując oferty pod kątem swoich aspiracji, możliwości, doświadczenia, ambicji, planów długo i krótkoterminowych, co pozwoliło wybrać kilka najciekawszych ofert.

Mam! Krzyknął do siebie niczym pomysłowy Dobromir i pognał z wiadomościami do swojego „wsparciowca” (spotkałem się z takim słowem w korporacyjnej nowomowie i zastanawiam się, kiedy przyjmie się w naszym języku na dobre).

Tomasz nie był gotowy na falę „hura optymizmu” niczym szczyt Mount Everest (8848 m n.p.m.) przeplatane „Rowem Mariańskim” (10994 m p.p.m.) zniechęcenia. Ta amplituda go już męczyła, a znajomy zamiast dawać gotowe rozwiązania, mnożył pytana i problemy.

„Skoro wiemy, gdzie aplikujemy, to zajmijmy się Twoim CV. Powiedz mi, proszę, czy gdybyś otworzył swoją aplikację to, czy na podstawie tego, co przeczytałeś, chciałbyś się ze sobą spotkać?”

Też mi pytanie – pomyślał Tomasz. Oczywiście, że tak.

„Super. A dlaczego?” zapytał kolega siedzący po drugiej stronie komunikatora.

…wycieczka do Rowu Mariańskiego rozpoczęta – pomyślał Tomasz, zastanawiając się nad mądrą i wyczerpującą odpowiedzią.

Myślał, myślał i wymyślił. Bo to, bo tamto. Miało to sens i brzmiało rozsądnie, więc dlaczego by tego nie zamieścić w swoim życiorysie – pomyślał i tak też zrobił.

Wydostając się z otchłani Oceanu Spokojnego (Rów Mariański znajduje się w jego zachodniej części), wydobył z sobą zupełnie nową wersję swojego CV. CV będące jego własną, autorską wizją planów, aspiracji i historią doświadczeń.

Czas wysyłać! Jak też pomyślał tak też zrobił.

 

Część 2 – „Na Twoją skrzynkę mailową wpłynęło nowe CV. Tomasz …”

Ciekawe CV – pomyślał rekruter, rzucając okiem na nadesłaną aplikację. Tylko czy ów Tomasz będzie do nas pasował? Dość często zmieniał pracę, choć mało kto tego nie robi. Ciekawe osiągnięcia, muszę przyznać, tylko co mi po nich w naszej organizacji? Widać, że nie użył szablonu i się postarał. Może zaproszę go na rozmowę i oby to nie była strata czasu. Może w trakcie rozmowy telefonicznej wyrobię sobie wstępny pogląd.

Jak postanowił tak też zrobił…

Czy Tomasz dostał wymarzoną pracę to już zupełnie inny temat bo o CV dziś mowa.

Mój bohater przygotował CV zgodnie z ogólnie przyjętym zasadami w tym zakresie. Odpowiednie zdjęcie, treść dostosowana do oferty, wskazanie celu zawodowego i najważniejszych osiągnięć. Wszystko na swoim miejscu i przedstawione w sposób schludny i czytelny.

Sęk i atut w jednym – odbiorca aplikacji.

Czasem w ferworze walki zapominamy o tym, że nasz życiorys będzie czytał inny człowiek. Człowiek mający swoje preferencje, poczucie gustu, subiektywną wizję stanowiska (mimo obiektywnych wymagań w zakresie twardych kompetencji). To ten właśnie rekruter spojrzy na Twoje CV przez pryzmat swoich doświadczeń i poczucia estetyki.

Co możesz zrobić, by zwiększyć swoje szanse? Pomyśl, że Twoje CV to produkt w supermarkecie, na który zerkają tysiące ludzi – w tym ci, na których Ci szczególnie zależy. Zrób wszystko, co możesz, by było przemyślane, czytelne i co najważniejsze, zgodnie z teorią brand marketingu, miało ściśle określoną grupę docelową (niczym reklama BTL skierowana głównie na kupca detalicznego). To na tej grupie skup wszystkie swoje działania sprzedażowe, a dalej … ahoj przygodo 😊

Skąd też twierdzenie, że nie wiem nic o dobrym CV? Stąd moi drodzy, że oceniać je będę zawsze mym subiektywnym okiem, a spojrzeń jest wiele, ilu ludzi zamieszkujących naszą piękną błękitną planetę (a według Wikipedii to ponad 7,2 mld ludzi – dane na 2015r.).

Do przeczytania!

Grzegorz Zgorzelski

Praca24 Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *